Największą rozterką Polaków, których choć w minimalnym stopniu obchodzi sytuacja polityczna w kraju, jest oczywiście pytanie – na kogo zagłosować 21. października? Oczywiście podium mamy już skompletowane, choć nie do końca jesteśmy pewni ostatecznego wyniku walki między dwoma liderującymi ugrupowaniami, natomiast dalsze pozycje wydaję się już w gruncie rzeczy nieistotne, choć w razie wejścia do sejmu całkiem “przydatnym” ugrupowaniem dla gigantów naszej sceny politycznej może być PSL. Choć ostatnio chyba trochę bezsensownie prezes Pawlak poinformował o chęci utworzenia PO-PiS-PSL. Szczególnie, że z ust lidera partii, którą jednak zawsze ciągnęło do lewicy brzmi to co najmniej dziwnie i myślę, że może wpłynąć na jej notowania niekorzystnie.

Odstawmy jednak PSL na bok, bo to nie “prawdopodobnie najlepsza partia w kraju” walczy o najwyższe polityczne laury. Najbardziej elektryzującym pojedynkiem jest oczywiście walka PiS z PO.

PiS, które ma za sobą media publiczne, a także bezwstydnie wykorzystywane do promowania partii Kaczyńskich, lub niszczenia opozycji organy takie jak prokuratura czy też policja.

PO, które do swoich atutów może zaliczyć na pewno dość ciekawe “transfery”, o których niedawno było tak głośno, a także coraz bardziej wyraźną niechęć mediów niepublicznych do partii rządzącej, a więc krytyka rządów z ostatnich 2 lat może być wygłaszana jednogłośnie zarówno przez dziennikarzy owych mediów, jak i PO, choć oczywiście przesadzać nie można. Ostatnim atutem partii Tuska, choć banalnym, wydaje mi się… uroda poszczególnych członków partii. Jakkolwiek zabawnie by to nie brzmiało, to jednak jest to też argument, za którym pewna grupa wyborców mogłaby pójść, na zasadzie “lepiej, żeby za granicę pojechał taki Tusk, bo przynajmniej nie będą się musieli do niego schylać”. Umówmy się – urodą raczej premier Kaczyński, czy też minister Gosiewski raczej ustępują “platformowcom”.

Jednak tylko jedna strona wykorzystuje atuty. Dlaczego nie wcisnąłem w poprzednie zdanie słowa “swoje” przed słowem “atuty”? Bo na atutach Platformy skuteczniej poparcie buduje PiS – ciągle informuje nas, wyborców, na wiecach, konwencjach, konferencjach prasowych, że rząd jest ofiarą ataków złych, niedobrych, generalnie “be” mediów niepublicznych, w których najlepiej znaleźć w zarządzie powiązania agenturalne. Polak współczuje Kaczyńskiemu tego, jak agresywnie jest napastowany.

Do tego grupka zdrajców jak Sikorski czy Mężydło, którym wydawało się, że zrobią większą karierę w PO, a tu psikus! To “partia zwykłych Polaków” obejmuje prowadzenie w sondażach. I właśnie hasło “partia zwykłych Polaków” zwalcza też argument dotyczący urody. Bo Polak, paradoksalnie, woli człowieka mniej urodziwego od siebie. Przez Polaka przemawia w największej mierze zazdrość, zawiść. Kaczyński dodatkowo uzupełnia kwestię wyglądu słowami o “oligarchii” i”układzie”, “lumpenliberałach” i “salonach”, co w efekcie daje nam obraz największego wroga narodu – liberał, cwaniak, umoczony w ciemnych interesach, skorumpowany, a do tego, co według mnie jest najśmieszniejszym(choć nie wiem, czy śmiać się czy płakać…) argumentem – proniemiecki.

Podium uzupełnia nam LiD – teoretycznie partia trochę na boku, do niedawna wcielająca się w rolę najuczciwszej partii, która obiektywnie oceniała bezsensowność głosowania czy to na PiS, czy na PO, wytykając jednym i drugim katastrofalne błędy. Lewica po prostu “odbijała sobie” za falę krytyki wobec jej rządów w latach 2001-2005. I gdyby przy tym pozostała, myślę, że byłaby w stanie stopniowo wracać do swojej potęgi sprzed kilku lat. Ale dla LiD-owców rola obserwatora nie była wystarczająca. Trzeba było wtrącić swoje 3 grosze na politycznym ringu PiS i PO. Sprytna próba odsunięcia Tuska na bok jednak nie powiodła się w takim stopniu, w jakim zapewne LiD i PiS się spodziewały. Co gorsza, LiD od czasu debaty Kaczyńskiego z Kwaśniewskim zyskał według różnych źródeł maksymalnie 2%, według niektórych jednak mógł nawet stracić.

Po krótkiej charakterystyce trzech liderów wyborczego pościgu, należy się zastanowić – którzy są naprawdę warci głosu? PiS? Zależy, dla kogo. Antysalonowość, opisywana przez Woykersa w zasadzie przekreśla obecność elit intelektualnych wśród wyborców PiS. Jednak “zwykłych Polaków”, popychanych nienawiścią, zazdrością, zawiścią, pozorną religijnością, jest w naszym kraju na tyle dużo, że partia Kaczyńskich ma niemałe szanse na zdobycie poparcia gwarantującego zwycięstwo, choć oczywiście niewystarczającego do samodzielnego rządzenia, a wizji jakiejkolwiek koalicji z aktualnym premierem ciężko szukać przy potencjalnym składzie parlamentu, chyba że na siłę uda się sklecić PO-PiS, jednak z tego już chyba nic dobrego nie ma prawa wyjść. W każdym razie mojego głosu PiS nie otrzyma – za dzielenie społeczeństwa i za kilka bardziej lub mniej poważnych, tak to nazwę – zamachów na demokrację. Na wcale nie “głęboko zakorzenioną” demokrację, ale tą będącej jeszcze w szkółce leśnej, która ledwo co puściła jakiekolwiek liście. PiS te licie próbuje zrywać przez cały rok, na jesieni nie ma już co spadać z gałęzi…

LiD? Za ciągłą obecność skompromitowanych ludzi lewicy oraz, w moich oczach, bardzo nieuczciwą próbę usunięcia Tuska z czołówki polskiej polityki. W dodatku wspólnie z tak krytykowanym przez LiD Jarosławem Kaczyńskim. Mimo obecności Demokratów, LiD-owcy na mój głos nie mogą liczyć.

PO? Niby są nijacy. Niby nie potrafią się bronić przed prymitywnymi sposobami na walkę wyborczą uskutecznianymi przez PiS. Niby nie prezentują sobą żadnej alternatywy, poza tym, że wciąż krytykują rząd Kaczyńskiego. Ale jednak – fakt, że Platforma jeszcze nie zniża się aż tak nisko, jak Kaczyński i jego ludzie, w tym takie – w mojej opinii – gnidy, jak Kurski czy Brudziński, każe mi zagłosować na partię Tuska. W imię słów prof. Bartoszewskiego – w tej partii jest dużo porządnych ludzi. Najmniejsza dawka chamstwa, nawet krytyka nie jest nasączona nienawiścią(no, może z wyjątkiem hiperagresywnych wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego, które jednak mają swój urok i właśnie za swoją bezpośredniość, niekiedy bezczelność, pan senator zaskarbia sobie mój szacunek i sympatię). I coś jeszcze. Coś, co w gruncie rzeczy żadnym argumentem wyborczym nie jest. Ale mnie jakoś urzeka – poczucie, że w tej partii jest najwięcej zwykłego, ludzkiego dobra, poczciwości. Może nie jest to cecha, która pozwoli skutecznie rządzić, zapewnić “cud gospodarczy”, ale mnie przekonuje. Do tego dochodzi bardzo polskie współczucie, wspomniane przy okazji PiS-u, tylko że na dobrą sprawę tylko PO na to współczucie zasługuje, bo faktycznie rywale obchodzą się z nią bardzo nieuczciwie. Platformo – masz mój głos!

Odpowiedzi: 5 to “Komu głos, komu, bo nie wyjdę z domu!…”

  1. Piotr Woyke Powiedział/a:

    Polemizowałbym z Twoją ugodowością wobec bezpłciowości Platformy. Zupełnie inaczej rzecz by wyglądała, gdyby PO miała za przywódcę polityka z krwi i kości- kogoś o wyrachowaniu Kaczyńskiego i prezencji Kwaśniewskiego. Niestety tak nie jest, ponieważ jej przewodniczącym jest człowiek, który dotychczas, za przeproszeniem, wszystko w polityce spieprzył. Rozmontował Unię Wolności. Z “partii trzech tenorów”, która miała szanse zostać silną, partią konserwatywno-liberalnych mieszczuchów stworzył dzisiejszą ideologiczną breję. W 2005 roku, absurdalnie położył nacisk na wybory prezydenckie w wyniku czego przegrał oba głosowania. Dzisiaj prowadzi PO w dół- w ostatnim sondażu Pentoru PiS miał już 41%. Nie ufam zbytnio sondażom, ale przegrana PO już mi się wydaje faktem. Nie chcę jej, ale gdy widzę nieudolność PO, wiem, że sama sobie na to zasłużyła. Zamieniając swój potencjał na kiepskiej jakości naśladowanie PiSu, jako partii wodzowskiej, o czym zresztą już na swoim blogu pisałem. I strasznie wstyd mi to powiedzieć, ale ludzi naszego pokroju (młodych studentów z miasta) chyba naprawdę najlepiej reprezentuje LiD.

  2. Jarek Powiedział/a:

    Głosujesz na partię-ofiarę. Cóż, ciekawe uzasadnienie swojego wyboru ;D Szkoda tylko, ze w tekście nie przewija się nawet jeden punkt dotyczący programu, skupiasz się tylko na reputacji liderów.

    A ja, gdybym mógł, a nie mogę, bo mam za późno urodziny, zagłosowałbym na LiD. Właśnie za Demokratów. Koalicja była poniekąd konieczna, szanuję ich decyzję i mądry kompromis [Demokratów].

    Pozdrawiam ;)
    http://biuletyn.blogspot.com

  3. stankabat Powiedział/a:

    Fakt, na reputacji liderów skupiam się najbardziej. Ale powiedz mi szczerze, jaki procent naszego społeczeństwa, przynajmniej tej części, która pójdzie do urn, będzie głosował na program? :)

    Woykers – zgoda, było sporo błędów, Tusk zawala jak dotąd wszystko, co się da. Ale ja cały czas mam nadzieję, że jeśli PO w końcu coś wygra (choć to zapewne wymagałoby wielkich starań ze strony… konkurencji), to według mnie jest w stanie pokazać coś lepszego, jakąś nową jakość w naszej polityce. Chociażby w kwestii kadrowej, bo jak patrze, że wśród ministrów zasiadają takie buraki jak Gosiewski czy uwielbiana przez wszystkich Fotyga, a rezygnuje się z ludzi tak poważnych, jak Meller czy Sikorski, to krew mnie zalewa.

  4. Piotr Woyke Powiedział/a:

    Szkoda tylko, że znaczna większość sensownych ludzi PO siedzi w regionach i ani myśli się wkradać do “wielkiej” polityki, pomimo swego potencjalu (np.prezydent Wroclawia Dutkiewicz). Zresztą nic dziwnego, ponieważ jako zwykle sejmowe kukielki Tuska jakoś tracą swój “polityczny powab”, czego przykladem jest posel Dzikowski. Myślę, że jakość na jaką stać PO to najwyżej dawne KLD, choć i na to nie ma szans, biorąc pod uwagę, że jeśli tuskowcy chcą rządzić będą musieli skręcić albo w lewo (LiD), albo w prawo (PiS).

  5. stankabat Powiedział/a:

    Ale musisz przyznać, że przy ambicjach PO dotyczących zwiększania znaczenia władz regionalnych, pozostawianie swoich mocnych punktów w terenie wydaje się być dość rozsądne, bo jeśli uda im się przepchnąć właściwe ustawy, to nie będą musieli czekać na “swoją kolej” do następnych wyborów samorządowych. Poza tym niezależnie od tego, ilu mocnych polityków PO zostawia w terenie i tak wydaje mi się kadrowo najmocniejsze. Kłopotem jest tylko to, że nie do końca potrafi z tego korzystać. Ale jestem dobrej myśli


Dodaj komentarz