Debatowego maratonu część II…

październik 12, 2007

… i w mojej opinii decydująca. “Pan Prezes”, jak sprytnie określał Jarosława Kaczyńskiego Donald Tusk, nieco umniejszając jego rolę, a jednocześnie zachowując jego tytuł(w końcu Premier = Prezes Rady Ministrów, choć niewątpliwie był to przemyślany chwyt Tuska, który miał obserwatorów debaty skłonić do zastanowienia nad dwuznacznością tego określenia), jak określił to mój wujek – został “zwalcowany” przez przewodniczącego PO.

Po pierwsze: Tusk wręcz porażał spokojem, który zachował niemal przez całą debatę. Paradoksalnie, najsłabszy moment debaty przypadł na(w opinii wielu osób, najlepszego z trójki dziennikarskiej z pierwszej debaty) czas pytań redaktora Skowrońskiego, który kompletnie nie zapanował nad sytuacją, pozwalając jednemu i drugiemu politykowi przekraczać swoje limity czasowe dość znacznie, a później, próbując naprawić swój brak pewnej dziennikarskiej “ostrości”, dodawał im kolejne sekundy. W tym momencie w całej debacie zapanował chaos, a jego zwieńczeniem był fakt, że pan redaktor zapomniał, że losowanie przyznawało prawo ostatecznego podsumowania debaty Tuskowi. Ale to też “panu Donaldowi” :), w mojej opinii, nie zaszkodziło. W dość ogólnej rozmowie, za pośrednictwem gadu-gadu i sms-ów, już zdążyłem zdecydowanie poróżnić się poglądami z Woykersem. Mianowicie mój szanowny kolega, którego uważam za człowieka obdarzonym intelektem zdecydowanie przewyższającym intelekt zarówno mój, jak i wielu ludzi naszego, a nawet starszego pokolenia, dziś mnie zawiódł. Oczywiście nie jest to zawód, który miałby zaważyć na naszych stosunkach. Co to, to nie! Takie rzeczy to tylko w polityce ;) Mój zawód polega na tym, że Piotrek kompletnie nie potrafi docenić Tuska, czegokolwiek lider PO by nie zrobił. Do tej pory w ogromnej większości naszych dyskusji, kiedy tylko zdradzałem swą sympatię dla PO, Piotrek krytykował jej, a przede wszystkim jej lidera, “bezpłciowość”. Generalnie przyjęło się już jakiś czas temu, że PO jest “bezpłciowa”, głównie za sprawą Tuska. Otóż Tusk dziś zwalczył tę teorię. Dziś zobaczyliśmy lidera z prawdziwego zdarzenia, który wykazał największą słabość Jarosława Kaczyńskiego – jego wiarę w to, że populizm, grający wciąż na tych samych nutach, na dłuższą metę zapewni wysokie poparcie i, co dla PiS-u chyba najważniejsze – władzę. Przewodniczący PO na każdy argument premiera znajdywał dziś tysiąckroć mocniejszy kontrargument.

Lider Platformy wykazał się dziś znakomitym przygotowaniem – sprawnie operował różnymi danymi, czy to liczbowymi, czy jakimikolwiek innymi. Używał ich we właściwych momentach i wykazywał, że on na te liczby, które dla Polski wydają się być niekorzystne, ma w programie PO sposób. Bardzo mnie ucieszyło, że w samej końcówce debaty Tusk odwołał się do, według mnie, najważniejszego punktu programu PO, a więc do zwiększenia kompetencji władz terytorialnych, zdecentralizowania władzy. Przy okazji, co w mojej opinii było ruchem znakomitym i w dodatku popartym bardzo mocnymi dowodami, było przyrównywanie stopnia centralizacji władzy, a także ambicji panów Kaczyńskich, do tego, co tak straszliwie krytykują, co uważają za zło(o, zgrozo!) równorzędne z III RP – do PRL-u, do metod socjalizmu.

W końcu ostatnie słowa wychwalające Tuska – nie przekraczał(aż do końcówki debaty) swoich limitów czasowych, kończył wypowiedzi przed gongiem, emanował spokojem. Kaczyński natomiast nerwowo popijał wodę, ciągle wiercił się w fotelu, przerywał Tuskowi, przekraczał swój limit czasu, powtarzał wciąż te same formułki, które słyszymy z jego ust przez ostatnie 2 lata – czy to w czasie jego rządów, czy kampanii wyborczej, czy debaty z Kwaśniewskim. I znów żadnych rozsądnych argumentów popierających w efekcie puste zdania premiera.

Najlepszym podsumowaniem dla debaty były według mnie dwa wydarzenia, które nastąpiły po niej – wypowiedź Romana Giertycha w TVN24, który przyznał, że sympatyzował z premierem, ale uważa Tuska za zdecydowanego zwycięzcę debaty, a także wypowiedź premiera, który wytknął Tuskowi jedną ze… swoich największych wad, jedno ze swoich najbardziej wyraźnych świadectw kiepskiego przygotowania zarówno do debaty, jak i do roli w życiu publicznym – powtarzanie tych samych formułek.

Dziś nie mam wątpliwości – głosując na PO, głosuję na nową jakość. Jeśli PO nie popełni do czasu wyborów żadnej zdecydowanej gafy, a debata z Kwaśniewskim przyniesie Tuskowi co najmniej remis, powinna wygrać. W dodatku wobec tego, w jak zdecydowanym stopniu Tusk wygrał debatę, dla optymistów mojego kalibru poparcie rzędu 40% wydaje się coraz bardziej realne. Byleby tej szansy, za przeproszeniem, nie spieprzyć.

Jedna odpowiedź to “Debatowego maratonu część II…”

  1. Piotr Woyke Powiedział/a:

    Ok, po kolei:)

    Po pierwsze, czuję się doceniony, dziękuję:)

    Po drugie, mijasz się nieco z prawdą, ponieważ doceniam pracę jaką Tusk wykonał przed tą debatą. Najważniejsze jest to, że umiejętnie wszedł na teren, którego hegemonem dotychczas był Kaczyński. Chodzi mi o umiejętne wyprowadzanie przeciwnika z równowagi i skuteczne podważanie wizji przeciwnika. Przewodniczący Donek (;)) samemu mając bardzo ogólnikową wizję “cudu gospodarczego” (swoją drogą, czemu w parze z tym marketingowym zagraniem nie idzie intensywne promowanie podatku liniowego?) wytrącił premierowi z rąk, jeden z symboli jego politycznej “potęgi”. Podważył bowiem fakt, że Kaczyński posiada nieco kontrowersyjną, silną i wyraźną wizję Polski. W sytuacji, w której Jarek miał słabszy dzień, Tusk mógł go właśnie “zwalcować” i “obedrzeć” jego świetne wyczucie politycznego instynktu z niezłego PRu i siły ducha. I w momencie, gdy już prawie mógł to zrobić, powstrzymywał się, pewnie z uwagi na możliwy przyszły POPiS.
    Tak było choćby z polityką zagraniczną, w której Tusk dużo łatwiej niż Kwaśniewski mógł PiS na odlew, a przegrał.

    Po trzecie, insza sprawa jak się debata przełoży na wynik wyborów. Pamiętaj, że teraz to PO będzie się musiało wykazywać politycznym sprytem, bo PiS dobrze się czuje zarówno w opozycji, jak i u steru władzy. A dla Tuska kolejne przegrane wybory to duuuży problem. Do wyborów jeszcze ponad tydzień, i PO ma historyczną szansę się wybić na zdecydowane prowadzenie. Jeśli jej sztab zacznie wreszcie pracować tak jak na tą debatę.

    Po czwarte, zaraz powiesz, że naciągam, ale… Mój argument o “bezpłciowości” został zbity tylko połowicznie. Fakt faktem, Tusk wreszcie okazał zdecydowanie i wcielił się w moją ulubioną rolę dobrego przywódcy klasy średniej, który będąc spokojnym, nie wojuje pojęciami “spokój”, “dobrobyt” etc. tylko uderza celnie i pewnie. Ale ideologicznie nadal jest tym zwyczajnym Donaldem, który z jednej strony chciałby powiedzieć “więcej wolnego rynku”, a z drugiej odcinać się zdecydowanie od elektoratu “socjalnego”. Zresztą jak wiesz wprowadzenie do debaty politycznej określenia “moherowe berety” (znanego już wcześniej) przysporzyło mu dużego elektoratu negatywnego, bynajmniej nie tylko wśród słuchaczy RM. Niemniej, muszę przyznać- Tusk stoi przed szansą na znaczącą poprawę swojego wizerunku, szczególnie w kontekście słabej kondycji Kwaśniewskiego.


Dodaj komentarz