Przemyślenia użytkownika warszawskich autobusów
lipiec 3, 2008
Żyjemy w czasach, mimo wszystko, spokojnych. Czasach, w których dialog(nawet bardzo ostry) i pluralizm są podstawą naszego życia publicznego, funkcjonowania naszego społeczeństwa. Dominuje umiarkowanie, a także różnie rozumiana, ale jednak – poprawność polityczna. Coraz mniej miejsca pozostaje dla różnego rodzaju skrajności. Tak się nam wydaje.
W ostatnim czasie towarzyszy mi jednak poczucie, że skrajności jednak nie są tylko elementem historii. Ba, nie są nawet, jak na skrajność przystało, marginesem. Przekonujemy się o tym czytając kolejne artykuły o “występach” działaczy ONR, czasami Młodzieży Wszechpolskiej – czy to przy okazji parad równości, czy też świąt narodowych, na których to panowie o niezbyt bujnych czuprynach i w butach przeznaczonych chyba głównie do łamania kości beztrosko ‘heilują’ sobie pod pomnikami upamiętniającymi wydarzenia i postaci z historii naszego kraju.
Przekonujemy się o tym również, gdy patrzymy na stadiony piłkarskie, gdzie czarnoskórych piłkarzy, (szczególnie, jeżeli grają w drużynie przeciwnej, niż preferują zgromadzeni kibice) ugaszcza się co najmniej buczeniem udającym odgłosy wydawane przez małpy, czasami przechodząc do środków ostrzejszych – na przykład rzucania w delikwenta bananami.
Na tych samych stadionach wielu kibiców, delikatnie mówiąc, niechętnie przyjmuje do wiadomości, że niejaki Roger Guerreiro otrzymał polskie obywatelstwo. Nawet nie byłoby to zjawisko kwalifikujące się na rozpatrzenie w tym tekście, gdyby nie fakt, że na fladze kibiców z Białegostoku w napis ‘Roger – nigdy nie będziesz Polakiem’, kibole wpisali krzyż celtycki, który mimo szerokiego wachlarza znaczeń, na trybunach stadionów chyba jednoznacznie kojarzy się z ruchami nacjonalistycznymi, skinheadowskimi.
W końcu jednak dopadło mnie doświadczenie, powiedziałbym, osobiste. Szedłem spokojnie do autobusu, zmierzając na zajęcia. Spoglądam na rozkład dla upewnienia, czy aby na pewno 148 podjedzie za 3 minuty. Ale nie mogę tego zrobić, ponieważ rozkład zasłonięty jest przez tzw. wlepkę, a więc naklejkę niewielkich rozmiarów, z której wielu ludzi korzysta jako ze środka promocji swojego klubu piłkarskiego, grupy muzycznej, w końcu subkultury. Nie byłoby w tym dla mnie nic bolesnego, irytującego(no, może poza faktem, że tkwiłem w niepewności co do czasu oczekiwania na autobus), gdyby nie fakt, co na wlepce widniało. A widniał symbol Obozu Narodowo Radykalnego – Falanga z dopiskiem ONR. Trochę zdziwiony, pierwszy raz widząc taką wlepkę, od razu zacząłem ją zdrapywać i w poczuciu spełnionego obowiązku obywatelskiego wsiadłem do autobusu aby kontynuować podróż na angielski.
Pomyślałem, że w gruncie rzeczy nie stało się nic wielkiego – ot, grupa łysych panów, o których istnieniu wiadomo nie od dziś, nakleiła sobie coś na przystanku, nie do końca rozumiejąc, co to jest, jakie niesie za sobą treści, idee, poglądy. Po prostu incydent.
Moje zdanie zaczęło się jednak zmieniać, gdy zacząłem dostrzegać podobne wlepki w autobusach. Nie w jednym konkretnym autobusie, nawet nie w autobusach jednej linii. Wlepki za każdym razem zawierały choćby drobny napisik ONR, i za każdym razem pojawiał się na nich bądź krzyż celtycki, bądź też wspomniana falanga, były też wlepki związane z klubem piłkarskim Hutnik Warszawa, przy okazji także nawiązujące do tematyki skrajnie nacjonalistycznej.
Całe to doświadczenie mocno mnie poruszyło. Z początku byłem jedynie zdziwiony, z czasem jednak zdziwienie przechodziło w przerażenie. Tak, zacząłem się piekielnie bać. Bo polskie prawo sobie z problemem skrajnych nacjonalistów nie radzi.
lipiec 4, 2008 o 2:35 pm
A wiesz czemu? Bo to nie prawo powinno sobie z tym radzić. Problem jest raczej natury społecznej- ludzie cierpiący na pewne niedostatki lubią się bawić w pokazy potęgi, dowartościowywanie się za samą przynależność narodową itp. Wlepki są tylko świadectwem ich istnienia (swoją drogą wcale nie ma tych ludzi tak wielu). Oczywiście zdrapywanie ich jest chwalebne, ale ważniejsze jest by jakoś przemówić do tych, którzy je naklejają.